sobota, 19 października 2013

Rozdział 6

19-07-2006 r.
W nocy spałam spokojnie. Mam nadzieje, że mamie już nic nie grozi.
Wstałam koło 9.30, babcia już zrobiła śniadanie i kończyła sprzątać kuchnię. Szybko się ubrałam i zeszłam ba dół.
Przy śniadaniu nic z babcią nie rozmawiałam. Kiedy już miałam zacząć temat, ktoś zadzwonił do drzwi. O dziwno był to mój tata. Jak on to zrobił, że z dnia na dzień dostał wolne?
Przywitał się zwykłym cześć i poszedł wnieść walizkę na górę.
Zszedł do nas dół, ale tylko po to, żeby zapytać gdzie leży mama i jak się czuje? Nic więcej go nie obchodziło. Skierowaliśmy go do Kijowa, powiedział "dzięki" i wyszedł.
Trochę to było dziwne, bo kiedy dostał już wolne, to mógłby z nami zjeść śniadanie i pojechalibyśmy wspólnie do szpitala po posiłku. Ale nie, bo po co?
W końcu i my dotarliśmy do tego szpitala, tata siedział koło łóżka mamy i próbował się dowiedzieć, co się stało?
-Nie powie Ci, nikomu nie powiedziała- weszłam do pokoju tak cicho, że gdybym się nie odezwała, to by mnie nie zauważył.
-Warto spróbować- powiedział z nadzieją w głosie.
Wiedziałam, co się stało. Ale przecież mu nie powiem prawdy. Jak by zareagował na wieść, że mama miała zawał, bo zobaczyła w nocy, w domu ducha? Próbował by się dalej dowiedzieć, co się stało na prawdę?
Koło 14.00 wróciłyśmy z babcią do domu, a tata został w szpitalu.
Kiedy wracaliśmy do domu, koło drogi do Kijowa zauważyłam wesołe miasteczko. Było może 2-3 km od kościoła. Postanowiłam, że się tam wybiorę. Miałam dość spory kawałek, więc spakowałam prowiant i od razu wyruszyłam. Nie mogłam oczywiście zapomnieć o kamerze, przecież dzięki niej mam dowody.
Szłam przez las drogą koło szpitala, później minęłam kościół i po prawie 2 godzinach trafiłam do opuszczonego wesołego miasteczka.
To miejsce było przerażające, czułam się jak w horrorze. Zamknięte karuzele, stoiska z jedzeniem i konkurencjami, parkiet do tańczenia i dość duża scena, na której odbywały się kiedyś koncerty. Gdyby nie sam fakt, że to miejsce było opuszczone, chodziłabym tam chętnie.
Był tam dom strachu, który powinien straszyć głównie w środku, a przechodząc koło niego już się bałam, ponieważ wiedziałam, że w środku może być coś strasznego i to nie z plastiku.
Grupka ludzi siedziała na ławce koło diabelskiego młyna. Mieli około siedemnaście do dziewiętnastu lat, przynajmniej tak wyglądali.  Z ich tłumu wyłoniła się dziewczyna. Zmierzyła mnie wzrokiem, po czym ruszyła w moją stronę.
Miała na sobie Czarne, wysokie obcasy, czarne skórzane spodnie, skórzaną kurtkę i bluzkę z dość dużym dekoltem, który przysłoniła tzw. kominem.
Wyglądała oszałamiająco, sama chciałabym tak wyglądać.
-Co tu robisz?
-Zwiedzam? Chyba mam prawo chodzić po mieście, w którym mieszkam, nie?-byłam trochę zdenerwowana, co na pewno zauważyła.
-Nie denerwuj się tak. Jestem Martina. Chcesz poznać resztę?- zdziwiło mnie trochę to, że podeszła do mnie po przyjacielsku, chętnie chciałam ich poznać, ale miałam co do nich obawy.
W końcu się przełamałam i poszłam z nią.
-Ej, chłopaki. To jest... W sumie, to jak ty się nazywasz?
-Jestem Natalia- był tam on. Miłosz siedział na wprost mnie, próbował mi spojrzeć w oczy, ale cały czas unikałam niego wzroku. Nieśmiele się uśmiechał, to było takie słodkie.
Przedstawili mi się, posiedziałam z nimi chwile, pogadaliśmy, pośmialiśmy się wspólnie. Niestety wybiła 18 i musiałam wracać, żeby wrócić na 20 do domu.
-Odprowadzę Cię- powiedział jeden z nich i już miał mnie przytulić, kiedy Miłosz rzucił na niego zabójcze spojrzenie- przepraszam, jednak nie mogę Cię odprowadzić, muszę zaraz być w domu.
-No spoko, dam radę sama. Nie mieszkam tak daleko- szczerze mówiąc, miałam nadzieje, że jednak ktoś mnie odprowadzi.
-Chyba ja Cię mogę odprowadzić- Miłosz jest jakiś inny. Niby nieśmiały, ale jednak się go boją. To było dziwne.
Szliśmy przez miasto, później las. Jak zwykle było cicho. Rozmawialiśmy dużo o swoich zainteresowaniach i takie tam.
Kiedy byliśmy już koło szpitala, zobaczyłam w oknie tamtą kobiete. Zachowywałam się normalnie, żeby On nic nie zauważył. No i się udało.
Odprowadził mnie pod sam dom. Mieliśmy się już żegnać, kiedy on sie zbliżył i chciał mnie pocałować.
-Koleś, nie zapominaj się- trochę się dziwnie z tym czułam., przeciez ja go nie znam.
-Przepraszam. Kiedy się znowu zobaczymy?
-Nie wiem, okaże się- przytuliłam go i zaczekałam, aż pójdzie.
Kiedy otworzyłam drzwi, nie zobaczyłam babci, ani taty. Zobaczyłam Matrione. Była ona bardzo rozzłoszczona. Popatrzyłąm się na nią jak na idiotkę i powiedziałam "Sorry, chce zdjąć buty. Przesuń się".
Chyba się jej to nie spodobało, bo wyglądała jakby wychodził z niej demon. Krzyknęła "Ty", tylko że w bardzo dziwny i agresywny sposób, bo odleciałam w krzaki 5 metrów od drzwi.
-Możesz mi powiedzieć, o co Ci chodzi kobieto? Wracam sobie do domu, a ty się zachowujesz gorzej niż moja mama, kiedy się spóźnie do domu.
Wiem, to dziwne tak pyskować do ducha, ale dziwniejsze jest to, że po tych słowach zniknęła z spuszczoną głową. Tego się nie spodziewałam.
_______________________
hahahah Natalka się postawiła ^^
Dobrze zrobiła? Dowiecie się Jutro ^^

2 komentarze: