Przepraszam was, że nie było od niedzieli rozdziału, ale mam małe problemy z internetem. Mam nadzieję, że jutro bez problemu będę mogłam napisać coś dla was :)
Zauważyłam ostatnio, że zrobiłam wielki błąd, ponieważ Kijów nie jest w Rosji. Ale żeby to zmienić, musiałabym zmieniać całe opowiadanie, więc niech już tak zostanie :)
My road by sleep.
wtorek, 22 października 2013
sobota, 19 października 2013
Rozdział 6
19-07-2006 r.
W nocy spałam spokojnie. Mam nadzieje, że mamie już nic nie grozi.
Wstałam koło 9.30, babcia już zrobiła śniadanie i kończyła sprzątać kuchnię. Szybko się ubrałam i zeszłam ba dół.
Przy śniadaniu nic z babcią nie rozmawiałam. Kiedy już miałam zacząć temat, ktoś zadzwonił do drzwi. O dziwno był to mój tata. Jak on to zrobił, że z dnia na dzień dostał wolne?
Przywitał się zwykłym cześć i poszedł wnieść walizkę na górę.
Zszedł do nas dół, ale tylko po to, żeby zapytać gdzie leży mama i jak się czuje? Nic więcej go nie obchodziło. Skierowaliśmy go do Kijowa, powiedział "dzięki" i wyszedł.
Trochę to było dziwne, bo kiedy dostał już wolne, to mógłby z nami zjeść śniadanie i pojechalibyśmy wspólnie do szpitala po posiłku. Ale nie, bo po co?
W końcu i my dotarliśmy do tego szpitala, tata siedział koło łóżka mamy i próbował się dowiedzieć, co się stało?
-Nie powie Ci, nikomu nie powiedziała- weszłam do pokoju tak cicho, że gdybym się nie odezwała, to by mnie nie zauważył.
-Warto spróbować- powiedział z nadzieją w głosie.
Wiedziałam, co się stało. Ale przecież mu nie powiem prawdy. Jak by zareagował na wieść, że mama miała zawał, bo zobaczyła w nocy, w domu ducha? Próbował by się dalej dowiedzieć, co się stało na prawdę?
Koło 14.00 wróciłyśmy z babcią do domu, a tata został w szpitalu.
Kiedy wracaliśmy do domu, koło drogi do Kijowa zauważyłam wesołe miasteczko. Było może 2-3 km od kościoła. Postanowiłam, że się tam wybiorę. Miałam dość spory kawałek, więc spakowałam prowiant i od razu wyruszyłam. Nie mogłam oczywiście zapomnieć o kamerze, przecież dzięki niej mam dowody.
Szłam przez las drogą koło szpitala, później minęłam kościół i po prawie 2 godzinach trafiłam do opuszczonego wesołego miasteczka.
To miejsce było przerażające, czułam się jak w horrorze. Zamknięte karuzele, stoiska z jedzeniem i konkurencjami, parkiet do tańczenia i dość duża scena, na której odbywały się kiedyś koncerty. Gdyby nie sam fakt, że to miejsce było opuszczone, chodziłabym tam chętnie.
Był tam dom strachu, który powinien straszyć głównie w środku, a przechodząc koło niego już się bałam, ponieważ wiedziałam, że w środku może być coś strasznego i to nie z plastiku.
Grupka ludzi siedziała na ławce koło diabelskiego młyna. Mieli około siedemnaście do dziewiętnastu lat, przynajmniej tak wyglądali. Z ich tłumu wyłoniła się dziewczyna. Zmierzyła mnie wzrokiem, po czym ruszyła w moją stronę.
Miała na sobie Czarne, wysokie obcasy, czarne skórzane spodnie, skórzaną kurtkę i bluzkę z dość dużym dekoltem, który przysłoniła tzw. kominem.
Wyglądała oszałamiająco, sama chciałabym tak wyglądać.
-Co tu robisz?
-Zwiedzam? Chyba mam prawo chodzić po mieście, w którym mieszkam, nie?-byłam trochę zdenerwowana, co na pewno zauważyła.
-Nie denerwuj się tak. Jestem Martina. Chcesz poznać resztę?- zdziwiło mnie trochę to, że podeszła do mnie po przyjacielsku, chętnie chciałam ich poznać, ale miałam co do nich obawy.
W końcu się przełamałam i poszłam z nią.
-Ej, chłopaki. To jest... W sumie, to jak ty się nazywasz?
-Jestem Natalia- był tam on. Miłosz siedział na wprost mnie, próbował mi spojrzeć w oczy, ale cały czas unikałam niego wzroku. Nieśmiele się uśmiechał, to było takie słodkie.
Przedstawili mi się, posiedziałam z nimi chwile, pogadaliśmy, pośmialiśmy się wspólnie. Niestety wybiła 18 i musiałam wracać, żeby wrócić na 20 do domu.
-Odprowadzę Cię- powiedział jeden z nich i już miał mnie przytulić, kiedy Miłosz rzucił na niego zabójcze spojrzenie- przepraszam, jednak nie mogę Cię odprowadzić, muszę zaraz być w domu.
-No spoko, dam radę sama. Nie mieszkam tak daleko- szczerze mówiąc, miałam nadzieje, że jednak ktoś mnie odprowadzi.
-Chyba ja Cię mogę odprowadzić- Miłosz jest jakiś inny. Niby nieśmiały, ale jednak się go boją. To było dziwne.
Szliśmy przez miasto, później las. Jak zwykle było cicho. Rozmawialiśmy dużo o swoich zainteresowaniach i takie tam.
Kiedy byliśmy już koło szpitala, zobaczyłam w oknie tamtą kobiete. Zachowywałam się normalnie, żeby On nic nie zauważył. No i się udało.
Odprowadził mnie pod sam dom. Mieliśmy się już żegnać, kiedy on sie zbliżył i chciał mnie pocałować.
-Koleś, nie zapominaj się- trochę się dziwnie z tym czułam., przeciez ja go nie znam.
-Przepraszam. Kiedy się znowu zobaczymy?
-Nie wiem, okaże się- przytuliłam go i zaczekałam, aż pójdzie.
Kiedy otworzyłam drzwi, nie zobaczyłam babci, ani taty. Zobaczyłam Matrione. Była ona bardzo rozzłoszczona. Popatrzyłąm się na nią jak na idiotkę i powiedziałam "Sorry, chce zdjąć buty. Przesuń się".
Chyba się jej to nie spodobało, bo wyglądała jakby wychodził z niej demon. Krzyknęła "Ty", tylko że w bardzo dziwny i agresywny sposób, bo odleciałam w krzaki 5 metrów od drzwi.
-Możesz mi powiedzieć, o co Ci chodzi kobieto? Wracam sobie do domu, a ty się zachowujesz gorzej niż moja mama, kiedy się spóźnie do domu.
Wiem, to dziwne tak pyskować do ducha, ale dziwniejsze jest to, że po tych słowach zniknęła z spuszczoną głową. Tego się nie spodziewałam.
_______________________
hahahah Natalka się postawiła ^^
Dobrze zrobiła? Dowiecie się Jutro ^^
W nocy spałam spokojnie. Mam nadzieje, że mamie już nic nie grozi.
Wstałam koło 9.30, babcia już zrobiła śniadanie i kończyła sprzątać kuchnię. Szybko się ubrałam i zeszłam ba dół.
Przy śniadaniu nic z babcią nie rozmawiałam. Kiedy już miałam zacząć temat, ktoś zadzwonił do drzwi. O dziwno był to mój tata. Jak on to zrobił, że z dnia na dzień dostał wolne?
Przywitał się zwykłym cześć i poszedł wnieść walizkę na górę.
Zszedł do nas dół, ale tylko po to, żeby zapytać gdzie leży mama i jak się czuje? Nic więcej go nie obchodziło. Skierowaliśmy go do Kijowa, powiedział "dzięki" i wyszedł.
Trochę to było dziwne, bo kiedy dostał już wolne, to mógłby z nami zjeść śniadanie i pojechalibyśmy wspólnie do szpitala po posiłku. Ale nie, bo po co?
W końcu i my dotarliśmy do tego szpitala, tata siedział koło łóżka mamy i próbował się dowiedzieć, co się stało?
-Nie powie Ci, nikomu nie powiedziała- weszłam do pokoju tak cicho, że gdybym się nie odezwała, to by mnie nie zauważył.
-Warto spróbować- powiedział z nadzieją w głosie.
Wiedziałam, co się stało. Ale przecież mu nie powiem prawdy. Jak by zareagował na wieść, że mama miała zawał, bo zobaczyła w nocy, w domu ducha? Próbował by się dalej dowiedzieć, co się stało na prawdę?
Koło 14.00 wróciłyśmy z babcią do domu, a tata został w szpitalu.
Kiedy wracaliśmy do domu, koło drogi do Kijowa zauważyłam wesołe miasteczko. Było może 2-3 km od kościoła. Postanowiłam, że się tam wybiorę. Miałam dość spory kawałek, więc spakowałam prowiant i od razu wyruszyłam. Nie mogłam oczywiście zapomnieć o kamerze, przecież dzięki niej mam dowody.
Szłam przez las drogą koło szpitala, później minęłam kościół i po prawie 2 godzinach trafiłam do opuszczonego wesołego miasteczka.
To miejsce było przerażające, czułam się jak w horrorze. Zamknięte karuzele, stoiska z jedzeniem i konkurencjami, parkiet do tańczenia i dość duża scena, na której odbywały się kiedyś koncerty. Gdyby nie sam fakt, że to miejsce było opuszczone, chodziłabym tam chętnie.
Był tam dom strachu, który powinien straszyć głównie w środku, a przechodząc koło niego już się bałam, ponieważ wiedziałam, że w środku może być coś strasznego i to nie z plastiku.
Grupka ludzi siedziała na ławce koło diabelskiego młyna. Mieli około siedemnaście do dziewiętnastu lat, przynajmniej tak wyglądali. Z ich tłumu wyłoniła się dziewczyna. Zmierzyła mnie wzrokiem, po czym ruszyła w moją stronę.
Miała na sobie Czarne, wysokie obcasy, czarne skórzane spodnie, skórzaną kurtkę i bluzkę z dość dużym dekoltem, który przysłoniła tzw. kominem.
Wyglądała oszałamiająco, sama chciałabym tak wyglądać.
-Co tu robisz?
-Zwiedzam? Chyba mam prawo chodzić po mieście, w którym mieszkam, nie?-byłam trochę zdenerwowana, co na pewno zauważyła.
-Nie denerwuj się tak. Jestem Martina. Chcesz poznać resztę?- zdziwiło mnie trochę to, że podeszła do mnie po przyjacielsku, chętnie chciałam ich poznać, ale miałam co do nich obawy.
W końcu się przełamałam i poszłam z nią.
-Ej, chłopaki. To jest... W sumie, to jak ty się nazywasz?
-Jestem Natalia- był tam on. Miłosz siedział na wprost mnie, próbował mi spojrzeć w oczy, ale cały czas unikałam niego wzroku. Nieśmiele się uśmiechał, to było takie słodkie.
Przedstawili mi się, posiedziałam z nimi chwile, pogadaliśmy, pośmialiśmy się wspólnie. Niestety wybiła 18 i musiałam wracać, żeby wrócić na 20 do domu.
-Odprowadzę Cię- powiedział jeden z nich i już miał mnie przytulić, kiedy Miłosz rzucił na niego zabójcze spojrzenie- przepraszam, jednak nie mogę Cię odprowadzić, muszę zaraz być w domu.
-No spoko, dam radę sama. Nie mieszkam tak daleko- szczerze mówiąc, miałam nadzieje, że jednak ktoś mnie odprowadzi.
-Chyba ja Cię mogę odprowadzić- Miłosz jest jakiś inny. Niby nieśmiały, ale jednak się go boją. To było dziwne.
Szliśmy przez miasto, później las. Jak zwykle było cicho. Rozmawialiśmy dużo o swoich zainteresowaniach i takie tam.
Kiedy byliśmy już koło szpitala, zobaczyłam w oknie tamtą kobiete. Zachowywałam się normalnie, żeby On nic nie zauważył. No i się udało.
Odprowadził mnie pod sam dom. Mieliśmy się już żegnać, kiedy on sie zbliżył i chciał mnie pocałować.
-Koleś, nie zapominaj się- trochę się dziwnie z tym czułam., przeciez ja go nie znam.
-Przepraszam. Kiedy się znowu zobaczymy?
-Nie wiem, okaże się- przytuliłam go i zaczekałam, aż pójdzie.
Kiedy otworzyłam drzwi, nie zobaczyłam babci, ani taty. Zobaczyłam Matrione. Była ona bardzo rozzłoszczona. Popatrzyłąm się na nią jak na idiotkę i powiedziałam "Sorry, chce zdjąć buty. Przesuń się".
Chyba się jej to nie spodobało, bo wyglądała jakby wychodził z niej demon. Krzyknęła "Ty", tylko że w bardzo dziwny i agresywny sposób, bo odleciałam w krzaki 5 metrów od drzwi.
-Możesz mi powiedzieć, o co Ci chodzi kobieto? Wracam sobie do domu, a ty się zachowujesz gorzej niż moja mama, kiedy się spóźnie do domu.
Wiem, to dziwne tak pyskować do ducha, ale dziwniejsze jest to, że po tych słowach zniknęła z spuszczoną głową. Tego się nie spodziewałam.
_______________________
hahahah Natalka się postawiła ^^
Dobrze zrobiła? Dowiecie się Jutro ^^
piątek, 18 października 2013
Rozdział 5
18-07-2006 r.
W nocy nie mogłam spać, lecz w końcu mi się udało. Miałam bardzo dziwny sen.
Byłam w szpitalu, rozmawiałam z mamą o zdarzeniu w przedwczorajszą noc. Wtedy wszedł dziadek i powiedział, że mam coraz mniej czasu. Pokazał przy tym na mamę. Popatrzyłam na mamy twarz i zobaczyłam demona. Miała czerwone oczy i mówiła przerażającym głosem. Śmiała się do mnie. Mówiła, że przeze mnie umierają niewinni ludzie. Wystraszyłam się i zawołałam babcie, która siedziała na korytarzu. Kiedy przyszła, mama była już normalna. Usłyszałam tylko złowieszczy śmich odbijający się od ścian pokoju.
Na szczęście to był tylko sen.
Przy śniadaniu oznajmiłam babci, że pójdę dzisiaj na boisko, żeby obejrzeć dokładnie tamto miejsce. Bałam się trochę, bo wiedziałam, że ona tam może być. Ale tego właśnie chciałam, spotkać ją.
Po śniadaniu zadzwoniłam do taty i poinformowałam go o stanie mamy. Powiedział, że postara się jak najszybciej przyjechać. Zanim on tu dotrze, mama już będzie w domu. Zawsze był zapracowany, mało czasu spędzał w domu. Niby znajdzie czas żeby przyjechać do Rosji? Już to widzę.
Wyszłam z domu, szłam w stronę boiska przez las, bo tam również mogłam spotkać kobietę, widzianą ostatnio. Nie było jej tam, więc nie miałam po co się zatrzymywać.
Byłam na miejscu. Bramka była otwarta, bo kto ją miał zamknąć? Weszłam do kanciapy, nic a nic się nie zmieniło. Włączyłam kamerę, wiedziałam, że może się zdarzyć to co ostatnio. Tym razem byłam przygotowana. Na biurku było dużo papierów. Listy zawodów, zwycięzców itd. Zachowałam to, bo może się przydać. W szufladzie biurka znalazłam notes należał do Akima Ahwersa, o ile się dobrze doczytałam.
Nad biurkiem wisiała tablica korkowa, a na niej zdjęcia mężczyzny i kobiety w wieku 19 lat? Może troszkę więcej. Chłopak przystojny, dziewczyna ładna. Dlaczego już tu nie przychodzą?
Jak na życzenie.... Odwróciłam się, a w drzwiach stał szczupły, wysoki chłopak. Miał ciemne włosy i oczy, o których można tylko pomarzyć.
-Co tutaj robisz?- zapytał. Zdziwiło mnie to, bo myślałam, że to kolejna zjawa, która chce mnie zabić.
-Nic, przyszłam pograć i szukam piłki.
-Z kamerą? Pewnie jesteś kolejną dziennikarką.- popatrzył w górę i powiedział coś w stylu "Boże, czy oni dadzą mi kiedyś spokój?"
-Mieszkasz tu? Jak się nazywasz?- zaatakowałam go pytaniami.
-Miłosz, przyjechałem tutaj po śmierci brata, ale urodziłem się w Polsce. A ty, kto?
-Jestem Natalka, przyjechałam na wakacje do babci, trochę się nudzę.- podszedł do mnie i popatrzył mi w oczy- ej Ziomuś, nie tak blisko.
-Przepraszam, ale masz piękne oczy- what? co to ma być. Znam kolesia od 3 minut a ten już mnie podrywa. Co z nim nie tak?
-Ja muszę już iść.
-Gdzie Cię mogę znaleźć?
-Nie znajdziesz, nigdy nie ma mnie w domu.
Uciekłam stamtąd. To było bardzo dziwne. Skąd on się tam w ogóle wziął?
Wróciłam do domu, pokazałam całe nagranie babci. Zdziwił ją fakt, że znikąd pojawił się tam ten chłopak, mało ludzi tu mieszka. Nawet jeżeli to boisko jest jego brata, wątpię, że przyjechał po to do takiego miejsca.
Poprosiłam babcię, o przetłumaczenie wpisów w notesie. Nie znalazłam tam nic dziwnego, był to normalny notes, z wpisami z dni pracy.
Była dopiero 15.00, więc pojechałyśmy do mamy.
Weszłam do sali, żeby porozmawiać z mamą, a babcia w tym czasie poszła do lekarza zapytać o stan.
Normalna rozmowa z mamą, zapytałam jak się czuje i powiedziałam, że dzwoniłam do taty.
W pewnym momencie mama zapatrzyła się na drzwi i dostała drgawek. Zadzwoniłam dzwonkiem po pielęgniarkę, nie wiedziałam co zrobić, bo nigdy nie widziałam nic podobnego.
W drzwiach zobaczyłam dziadka, wskazał na mamę i powiedział, że mam mało czasu. Popatrzyłam na mamę i zobaczyłam demona. Było dokładnie tak samo jak we śnie. Kiedy przybiegła pielęgniarka w raz z babcią, wszystko ustało. Usłyszałam tylko złowieszczy śmiech odbijający się od ścian i szepty.
Wyleciałam na korytarz jak głupia i zaczęłam krzyczeć, że doktor Zychc to duch, że umarła 8 lat temu. Została zamordowana przez własną siostrę, która umarła jeszcze wcześniej.
Szłam w kierunku gabinetu ordynatora, żeby go o tym poinformować, w drzwiach minęłam się z dr. Zychc. Weszłam do środka i zobaczyłam Ordynatora leżącego na ziemi, nie żył. Zaczęłam krzyczeć, ile miałam sił. Niestety nie dało się go już uratować.
Dr. Zychc po prostu zniknęła. Po całej tej sytuacji tak po prostu na oczach wszystkich weszła w ścianę...
_________________
To się porobiło :)
Nie wiem jak wam, ale mi się podoba. Sporo was jest <3 Szkoda, że nie komentujecie ;<
W nocy nie mogłam spać, lecz w końcu mi się udało. Miałam bardzo dziwny sen.
Byłam w szpitalu, rozmawiałam z mamą o zdarzeniu w przedwczorajszą noc. Wtedy wszedł dziadek i powiedział, że mam coraz mniej czasu. Pokazał przy tym na mamę. Popatrzyłam na mamy twarz i zobaczyłam demona. Miała czerwone oczy i mówiła przerażającym głosem. Śmiała się do mnie. Mówiła, że przeze mnie umierają niewinni ludzie. Wystraszyłam się i zawołałam babcie, która siedziała na korytarzu. Kiedy przyszła, mama była już normalna. Usłyszałam tylko złowieszczy śmich odbijający się od ścian pokoju.
Na szczęście to był tylko sen.
Przy śniadaniu oznajmiłam babci, że pójdę dzisiaj na boisko, żeby obejrzeć dokładnie tamto miejsce. Bałam się trochę, bo wiedziałam, że ona tam może być. Ale tego właśnie chciałam, spotkać ją.
Po śniadaniu zadzwoniłam do taty i poinformowałam go o stanie mamy. Powiedział, że postara się jak najszybciej przyjechać. Zanim on tu dotrze, mama już będzie w domu. Zawsze był zapracowany, mało czasu spędzał w domu. Niby znajdzie czas żeby przyjechać do Rosji? Już to widzę.
Wyszłam z domu, szłam w stronę boiska przez las, bo tam również mogłam spotkać kobietę, widzianą ostatnio. Nie było jej tam, więc nie miałam po co się zatrzymywać.
Byłam na miejscu. Bramka była otwarta, bo kto ją miał zamknąć? Weszłam do kanciapy, nic a nic się nie zmieniło. Włączyłam kamerę, wiedziałam, że może się zdarzyć to co ostatnio. Tym razem byłam przygotowana. Na biurku było dużo papierów. Listy zawodów, zwycięzców itd. Zachowałam to, bo może się przydać. W szufladzie biurka znalazłam notes należał do Akima Ahwersa, o ile się dobrze doczytałam.
Nad biurkiem wisiała tablica korkowa, a na niej zdjęcia mężczyzny i kobiety w wieku 19 lat? Może troszkę więcej. Chłopak przystojny, dziewczyna ładna. Dlaczego już tu nie przychodzą?
Jak na życzenie.... Odwróciłam się, a w drzwiach stał szczupły, wysoki chłopak. Miał ciemne włosy i oczy, o których można tylko pomarzyć.
-Co tutaj robisz?- zapytał. Zdziwiło mnie to, bo myślałam, że to kolejna zjawa, która chce mnie zabić.
-Nic, przyszłam pograć i szukam piłki.
-Z kamerą? Pewnie jesteś kolejną dziennikarką.- popatrzył w górę i powiedział coś w stylu "Boże, czy oni dadzą mi kiedyś spokój?"
-Mieszkasz tu? Jak się nazywasz?- zaatakowałam go pytaniami.
-Miłosz, przyjechałem tutaj po śmierci brata, ale urodziłem się w Polsce. A ty, kto?
-Jestem Natalka, przyjechałam na wakacje do babci, trochę się nudzę.- podszedł do mnie i popatrzył mi w oczy- ej Ziomuś, nie tak blisko.
-Przepraszam, ale masz piękne oczy- what? co to ma być. Znam kolesia od 3 minut a ten już mnie podrywa. Co z nim nie tak?
-Ja muszę już iść.
-Gdzie Cię mogę znaleźć?
-Nie znajdziesz, nigdy nie ma mnie w domu.
Uciekłam stamtąd. To było bardzo dziwne. Skąd on się tam w ogóle wziął?
Wróciłam do domu, pokazałam całe nagranie babci. Zdziwił ją fakt, że znikąd pojawił się tam ten chłopak, mało ludzi tu mieszka. Nawet jeżeli to boisko jest jego brata, wątpię, że przyjechał po to do takiego miejsca.
Poprosiłam babcię, o przetłumaczenie wpisów w notesie. Nie znalazłam tam nic dziwnego, był to normalny notes, z wpisami z dni pracy.
Była dopiero 15.00, więc pojechałyśmy do mamy.
Weszłam do sali, żeby porozmawiać z mamą, a babcia w tym czasie poszła do lekarza zapytać o stan.
Normalna rozmowa z mamą, zapytałam jak się czuje i powiedziałam, że dzwoniłam do taty.
W pewnym momencie mama zapatrzyła się na drzwi i dostała drgawek. Zadzwoniłam dzwonkiem po pielęgniarkę, nie wiedziałam co zrobić, bo nigdy nie widziałam nic podobnego.
W drzwiach zobaczyłam dziadka, wskazał na mamę i powiedział, że mam mało czasu. Popatrzyłam na mamę i zobaczyłam demona. Było dokładnie tak samo jak we śnie. Kiedy przybiegła pielęgniarka w raz z babcią, wszystko ustało. Usłyszałam tylko złowieszczy śmiech odbijający się od ścian i szepty.
Wyleciałam na korytarz jak głupia i zaczęłam krzyczeć, że doktor Zychc to duch, że umarła 8 lat temu. Została zamordowana przez własną siostrę, która umarła jeszcze wcześniej.
Szłam w kierunku gabinetu ordynatora, żeby go o tym poinformować, w drzwiach minęłam się z dr. Zychc. Weszłam do środka i zobaczyłam Ordynatora leżącego na ziemi, nie żył. Zaczęłam krzyczeć, ile miałam sił. Niestety nie dało się go już uratować.
Dr. Zychc po prostu zniknęła. Po całej tej sytuacji tak po prostu na oczach wszystkich weszła w ścianę...
_________________
To się porobiło :)
Nie wiem jak wam, ale mi się podoba. Sporo was jest <3 Szkoda, że nie komentujecie ;<
czwartek, 17 października 2013
Rozdział 4
17-07-2006 r.
W nocy obudził mnie krzyk, zeszłam na dół żeby zobaczyć, co się stało? Mama leżała na podłodze nieprzytomna, cała w krwi. Usłyszałam szept "masz coraz mniej czasu", po czym szklanka spadła z szafki i rozbiła się na małe kawałki.
Zadzwoniłam po pogotowie, próbowałam ją obudzić, ale nie potrafiłam. Babcia zeszła do mnie na dół po dłuższej chwili. Zaczęła płakać, ponieważ nie wiadomo czy mama przeżyje.
Resztę nocy razem z babcią spędziliśmy w szpitalu. Okazało się, że mama miała zawał.
-Dzień dobry, nazywam się Karolina Zychc, mam pańską córkę pod opieka lekarską, proszę się nie denerwować, są spore szanse, że wyjdzie z tego- zwróciła się do mojej babci.
Skądś kojarzę to nazwisko, ale nie pamiętam skąd...
-Jest pani polką?- moja babcia zapytała o to, jakby to teraz było najważniejsze.
-Nie, ale mieszkałam tam kilka lat, więc mówię płynnie po polsku. Możecie na chwilę wejść, pani Wiktoria jest przytomna i czuje się całkiem dobrze, ale nie siedźcie u niej długo.
Tak też zrobiłyśmy. Mama była w szoku. Ciągle mówiła, że ją widziała, że to ją chciało zabić. Kobieta w czarnej sukni, powiedziała jej, że pożałuje, że urodziła demona.
Chyba chodziło o mnie, bo jestem w pewnym sensie jedynaczką, Agnieszka umarła od razu po porodzie. Ale ja demonem? Zawsze się słuchałam rodziców, miałam dobre oceny, pomagałam ludziom. Bardzo dziwne.
Przez cały dzień nie wychodziłam z domu, siedziałyśmy z babcią przy kominku w salonie i rozmawiałyśmy o dzisiejszej nocy i o zdarzeniach, odkąd tu przyjechałam. Opowiedziałam babci co mi się śniło, kilka dni temu. Co dziwne, kiedy zeszła do kuchni, zobaczyła dokładnie to, co jej opowiadałam. Więc dlaczego nie widziała mnie?
Obejrzeliśmy z babcią Nagrania ze szpitala, nie które taśmy były popsute, więc babcia pomagała mi je choć po części naprawić.
Wtedy sobie przypomniałam, że lekarka, która spotkaliśmy w szpitalu, ma na nazwisko Zychc. Rzuciłam się w stronę pudełka z rzeczami ze szpitala. Wyciągnęłam kartę Matriony Zychc. Znalazłam na internecie informacje o pani Karolinie. Matriona i Karolina to bliźniaczki, które urodziły się w Rosji, w miasteczku pod Kijowem, Matriona w wieku 19 lat popełniła samobójstwo, natomiast Karolina pracowała w szpitalu, ale 14 marca 1998 r. zmarła. Prawdopodobnie została zamordowana.
Czyli, że ona jest duchem?! Zauważyłam lekkie podobieństwo między nimi, ale nie sądziłam, że są spokrewnione. Ale skoro to jest duch, w dodatku siostra Matriony, to ona chce coś zrobić mamie! Na sto procent to ona zaatakowała mamę w nocy i chce ją wykończyć!
Jest już późno, więc nie dostane się już do szpitala, jutro z rana pojedziemy i zabierzemy stamtąd mamę.
______________
Mało troszkę, ale obiecuję, że jutro będzie więcej :)
Było by więcej, ale idę romansować z fizyką ;<
Do jutra <3
W nocy obudził mnie krzyk, zeszłam na dół żeby zobaczyć, co się stało? Mama leżała na podłodze nieprzytomna, cała w krwi. Usłyszałam szept "masz coraz mniej czasu", po czym szklanka spadła z szafki i rozbiła się na małe kawałki.
Zadzwoniłam po pogotowie, próbowałam ją obudzić, ale nie potrafiłam. Babcia zeszła do mnie na dół po dłuższej chwili. Zaczęła płakać, ponieważ nie wiadomo czy mama przeżyje.
Resztę nocy razem z babcią spędziliśmy w szpitalu. Okazało się, że mama miała zawał.
-Dzień dobry, nazywam się Karolina Zychc, mam pańską córkę pod opieka lekarską, proszę się nie denerwować, są spore szanse, że wyjdzie z tego- zwróciła się do mojej babci.
Skądś kojarzę to nazwisko, ale nie pamiętam skąd...
-Jest pani polką?- moja babcia zapytała o to, jakby to teraz było najważniejsze.
-Nie, ale mieszkałam tam kilka lat, więc mówię płynnie po polsku. Możecie na chwilę wejść, pani Wiktoria jest przytomna i czuje się całkiem dobrze, ale nie siedźcie u niej długo.
Tak też zrobiłyśmy. Mama była w szoku. Ciągle mówiła, że ją widziała, że to ją chciało zabić. Kobieta w czarnej sukni, powiedziała jej, że pożałuje, że urodziła demona.
Chyba chodziło o mnie, bo jestem w pewnym sensie jedynaczką, Agnieszka umarła od razu po porodzie. Ale ja demonem? Zawsze się słuchałam rodziców, miałam dobre oceny, pomagałam ludziom. Bardzo dziwne.
Przez cały dzień nie wychodziłam z domu, siedziałyśmy z babcią przy kominku w salonie i rozmawiałyśmy o dzisiejszej nocy i o zdarzeniach, odkąd tu przyjechałam. Opowiedziałam babci co mi się śniło, kilka dni temu. Co dziwne, kiedy zeszła do kuchni, zobaczyła dokładnie to, co jej opowiadałam. Więc dlaczego nie widziała mnie?
Obejrzeliśmy z babcią Nagrania ze szpitala, nie które taśmy były popsute, więc babcia pomagała mi je choć po części naprawić.
Wtedy sobie przypomniałam, że lekarka, która spotkaliśmy w szpitalu, ma na nazwisko Zychc. Rzuciłam się w stronę pudełka z rzeczami ze szpitala. Wyciągnęłam kartę Matriony Zychc. Znalazłam na internecie informacje o pani Karolinie. Matriona i Karolina to bliźniaczki, które urodziły się w Rosji, w miasteczku pod Kijowem, Matriona w wieku 19 lat popełniła samobójstwo, natomiast Karolina pracowała w szpitalu, ale 14 marca 1998 r. zmarła. Prawdopodobnie została zamordowana.
Czyli, że ona jest duchem?! Zauważyłam lekkie podobieństwo między nimi, ale nie sądziłam, że są spokrewnione. Ale skoro to jest duch, w dodatku siostra Matriony, to ona chce coś zrobić mamie! Na sto procent to ona zaatakowała mamę w nocy i chce ją wykończyć!
Jest już późno, więc nie dostane się już do szpitala, jutro z rana pojedziemy i zabierzemy stamtąd mamę.
______________
Mało troszkę, ale obiecuję, że jutro będzie więcej :)
Było by więcej, ale idę romansować z fizyką ;<
Do jutra <3
środa, 16 października 2013
Rozdział 3
16-07-2006 r.
W nocy nie mogłam spać. Cały czas myślałam o tamtej kobiecie na polanie. Skąd ona mnie zna? Czego ona ode mnie chce? Koło 3 poszłam do kuchni się napić. Kiedy schodziłam na dół zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. Babcia z mamą już spały, więc schodziłam jak najciszej, żeby ich nie obudzić. Światła zaczęły mrugać, a radio się samo włączyło i przeskakiwało z kanału na kanał. Jakby tego było mało, jak byłam już na dole i miałam wchodzić do kuchni poczułam, że ktoś stoi za mną. Odwróciłam się, lecz nikogo nie było, ale usłyszałam małego chłopca, który mówił "Pomóż im, albo zapłacisz życiem". Nic nie rozumiem.
Rano jak wstałam umyłam się i ubrałam zaczęłam się pakować. Spakowałam kilka latarek i pamiętnik do torby, którą miałam zabrać do szpitala. Wzięłam też dyktafon i małą kamerę. Przy śniadaniu strasznie się kręciłam i jadłam jak najszybciej.
W drodze do tego szpitala, zgubiłam drogę i błądziłam przez godzinę. Na szczęście trafiłam na ścieżkę w lesie i doszłam do celu.
Z zewnątrz nie wyglądało to, aż tak źle jak myślałam. Weszłam do środka, to była jakaś ruina. Wszystko było stare i w pajęczynach, były tam sprzęty, łóżka, dokumenty- wszystko. Co ich podkusiło, żeby zostawiać to w takim miejscu?
Pierwsze co, to poszłam do recepcji. Na pewno są tam jakieś zapiski, nagrania z kamer i coś, co może mnie nakierować.
Znalazłam tam sporo kaset, schowałam je wszystkie do torby, lecz tylko kilka było w miarę dobrym stanie. Był tam też dzienniczek jednej z położnych. Przejrzałam też karty pacjentów, którzy umarli z powodu tej epidemii. Była tu też karta dziadka, ale oni mieszkali tutaj tylko 4 lata?
Znalazłam również kartkę nijakiej Matriony Zychc, było tam jej zdjęcie. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy to nie jest ta kobieta, którą widziałam na polanie i na boisku. Wbito jej nóż w brzuch, próbowali ja uratować, lecz się nie udało.
Nie miałam więcej czasu więc poszłam obejrzeć szpital. Na 1 pietrze był OIOM. Na tym piętrze nie było tak strasznie. Było ciemno i to wszystko. Weszłam do pokoju, w którym spędzały czas pielęgniarki, był tam telewizor, stary komputer i notatnik z napisem Каролина. Nie miałam za dużo czasu wiec wzięłam to do torby i skierowałam się do wyjścia, chciałam jeszcze pójść do laboratorium zanim wyjdę, lecz poczułam czyjąś rękę na ramieniu i cała zamarłam.
Odwróciłam się, stał tam dziadek Atanazy. Z jednej strony się ucieszyłam, ponieważ widziałam go pierwszy raz od 9 miesięcy, ale z drugiej strony przeraziło mnie to, ponieważ umarł 6 miesięcy temu. Powiedział, że muszę stąd jak najszybciej uciekać, nie wracać tutaj nigdy więcej. Kazał jak najszybciej zabrać mamę i babcię z tego miasta, ponieważ "ona" chce nas skrzywdzić.
I tak po prostu zniknął.
Nie poszłam zwiedzać dalej, wybiegłam jak najszybciej stamtąd i wróciłam do domu. Od progu zaczęłam krzyczeć, że widziałam dziadka, rozmawiałam z nim i kazał nam uciekać. Babcia mi uwierzyła, bo sama ostatnimi czasy go widziała, ale mama? Powiedziała, że dramatyzuje.
-Skarbie, wiem, że to miasto jest dziwne, ale twoje kłamstwa nic nie dadzą i tak tu zostaniemy.
-Mamo! Ale ja naprawdę go widziałam! Byłam w tamtym szpitalu i mam dowody!
Babcia, kiedy usłyszała, że tam poszłam cała zbladła.
-Nie wolno Ci tam chodzić! Nie wiadomo co tam może być, to stary budynek, mogło się na Ciebie zawalić!
Mama wzięła do ręki kartę dziadka i popatrzyła na babcię z niedowierzaniem.
-Ale skąd tam jego karta? Przecież ten szpital nie funkcjonuje już 8 lat?
-No tak. Wprowadziliśmy się tutaj dopiero w 2002 r.
-Kazał nam stąd uciekać jak najszybciej- wtrąciłam się do rozmowy. Widać było, że babcia chciałaby stąd wyjechać. Ale mama? Wzruszyła ramionami i sięgnęła po herbatę. Potrzebuję większych dowodów.
Tego wieczoru siedziałam w swoim pokoju i oglądałam kasety, czytałam historie choroby i dzienniki.
Miałam małe problem z przetłumaczeniem, więc zawołałam do siebie babcie i razem to tłumaczyłyśmy. A "Каролина" to po prostu imię, Karolina.
14-03-1996 r.
Mam nocny dyżur, wczoraj bardzo dużo ludzi zmarło.
Widzę te osoby, jak chodzą po korytarzach i rozmawiają.
Czuję ich obecność, wiem że tu są. Wiem, że to już mój koniec
Więcej wpisów nie było, ten był najdziwniejszy. Czy na prawdę to ją też zabiło?
_________
Jak na razie to tyle, pracuję nad kolejnym rozdziałem :)
W nocy nie mogłam spać. Cały czas myślałam o tamtej kobiecie na polanie. Skąd ona mnie zna? Czego ona ode mnie chce? Koło 3 poszłam do kuchni się napić. Kiedy schodziłam na dół zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. Babcia z mamą już spały, więc schodziłam jak najciszej, żeby ich nie obudzić. Światła zaczęły mrugać, a radio się samo włączyło i przeskakiwało z kanału na kanał. Jakby tego było mało, jak byłam już na dole i miałam wchodzić do kuchni poczułam, że ktoś stoi za mną. Odwróciłam się, lecz nikogo nie było, ale usłyszałam małego chłopca, który mówił "Pomóż im, albo zapłacisz życiem". Nic nie rozumiem.
Rano jak wstałam umyłam się i ubrałam zaczęłam się pakować. Spakowałam kilka latarek i pamiętnik do torby, którą miałam zabrać do szpitala. Wzięłam też dyktafon i małą kamerę. Przy śniadaniu strasznie się kręciłam i jadłam jak najszybciej.
W drodze do tego szpitala, zgubiłam drogę i błądziłam przez godzinę. Na szczęście trafiłam na ścieżkę w lesie i doszłam do celu.
Z zewnątrz nie wyglądało to, aż tak źle jak myślałam. Weszłam do środka, to była jakaś ruina. Wszystko było stare i w pajęczynach, były tam sprzęty, łóżka, dokumenty- wszystko. Co ich podkusiło, żeby zostawiać to w takim miejscu?
Pierwsze co, to poszłam do recepcji. Na pewno są tam jakieś zapiski, nagrania z kamer i coś, co może mnie nakierować.
Znalazłam tam sporo kaset, schowałam je wszystkie do torby, lecz tylko kilka było w miarę dobrym stanie. Był tam też dzienniczek jednej z położnych. Przejrzałam też karty pacjentów, którzy umarli z powodu tej epidemii. Była tu też karta dziadka, ale oni mieszkali tutaj tylko 4 lata?
Znalazłam również kartkę nijakiej Matriony Zychc, było tam jej zdjęcie. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy to nie jest ta kobieta, którą widziałam na polanie i na boisku. Wbito jej nóż w brzuch, próbowali ja uratować, lecz się nie udało.
Nie miałam więcej czasu więc poszłam obejrzeć szpital. Na 1 pietrze był OIOM. Na tym piętrze nie było tak strasznie. Było ciemno i to wszystko. Weszłam do pokoju, w którym spędzały czas pielęgniarki, był tam telewizor, stary komputer i notatnik z napisem Каролина. Nie miałam za dużo czasu wiec wzięłam to do torby i skierowałam się do wyjścia, chciałam jeszcze pójść do laboratorium zanim wyjdę, lecz poczułam czyjąś rękę na ramieniu i cała zamarłam.
Odwróciłam się, stał tam dziadek Atanazy. Z jednej strony się ucieszyłam, ponieważ widziałam go pierwszy raz od 9 miesięcy, ale z drugiej strony przeraziło mnie to, ponieważ umarł 6 miesięcy temu. Powiedział, że muszę stąd jak najszybciej uciekać, nie wracać tutaj nigdy więcej. Kazał jak najszybciej zabrać mamę i babcię z tego miasta, ponieważ "ona" chce nas skrzywdzić.
I tak po prostu zniknął.
Nie poszłam zwiedzać dalej, wybiegłam jak najszybciej stamtąd i wróciłam do domu. Od progu zaczęłam krzyczeć, że widziałam dziadka, rozmawiałam z nim i kazał nam uciekać. Babcia mi uwierzyła, bo sama ostatnimi czasy go widziała, ale mama? Powiedziała, że dramatyzuje.
-Skarbie, wiem, że to miasto jest dziwne, ale twoje kłamstwa nic nie dadzą i tak tu zostaniemy.
-Mamo! Ale ja naprawdę go widziałam! Byłam w tamtym szpitalu i mam dowody!
Babcia, kiedy usłyszała, że tam poszłam cała zbladła.
-Nie wolno Ci tam chodzić! Nie wiadomo co tam może być, to stary budynek, mogło się na Ciebie zawalić!
Mama wzięła do ręki kartę dziadka i popatrzyła na babcię z niedowierzaniem.
-Ale skąd tam jego karta? Przecież ten szpital nie funkcjonuje już 8 lat?
-No tak. Wprowadziliśmy się tutaj dopiero w 2002 r.
-Kazał nam stąd uciekać jak najszybciej- wtrąciłam się do rozmowy. Widać było, że babcia chciałaby stąd wyjechać. Ale mama? Wzruszyła ramionami i sięgnęła po herbatę. Potrzebuję większych dowodów.
Tego wieczoru siedziałam w swoim pokoju i oglądałam kasety, czytałam historie choroby i dzienniki.
Miałam małe problem z przetłumaczeniem, więc zawołałam do siebie babcie i razem to tłumaczyłyśmy. A "Каролина" to po prostu imię, Karolina.
14-03-1996 r.
Mam nocny dyżur, wczoraj bardzo dużo ludzi zmarło.
Widzę te osoby, jak chodzą po korytarzach i rozmawiają.
Czuję ich obecność, wiem że tu są. Wiem, że to już mój koniec
Więcej wpisów nie było, ten był najdziwniejszy. Czy na prawdę to ją też zabiło?
_________
Jak na razie to tyle, pracuję nad kolejnym rozdziałem :)
wtorek, 15 października 2013
Rozdział 2
15-07-2006 r.
Babcia przy śniadaniu mówiła, że kiedy zeszła w nocy się napić, zobaczyła siedzącą przy stole kobietę w czarnej sukni, lecz kiedy się odwróciła, ona zniknęła. Od razu pomyślałam, że to ją widziałam wczoraj na Orliku. Ale przecież nie powiem tego, mama by mi nie uwierzyła i stwierdziła, że po prostu chcę wracać do domu.
Dziś w nocy miałam bardzo dziwny sen, że siedzę przy stole i rozmawiam z tamtą kobietą o moim dzieciństwie, ale pojawia się babcia. Kobieta powiedziała coś w stylu "pamiętaj, ty masz ten dar. Dar rozmowy ze mną i innymi duchami'. Później przeszła koło babci i weszła w ścianę.
Mam zamiar dzisiaj wrócić na tamto boisko, chce porozmawiać z tamta kobietą, dowiedzieć się o co jej chodzi i kim jest.
Chciałam się przejść i pomyśleć o wszystkim, więc poszłam przez lasek. Ona tam była, widziałam ją. Siedziała na polanie koło ogniska tyłem do mnie i śpiewała coś po Angielsku.
Przetłumaczyłam tyle ile umiałam.To było coś typu:
Kiedy gwiazdy na niebie lśnią
Moje złote serce bije
Kiedy odejdziesz ode mnie
Ja ich wszystkich zabiję.
Niech muzyka w tę noc gra
Natalia i ja zatańczą wam.
Niech złote nuty kołysze wiatr
My odejdziemy
Lecz cicho sza!
Nie wiem co było dalej, bo odwróciła się, przytknęła palca do ust tak jakby chciała powiedzieć "cicho". I odeszła.
Natalia?! Przecież ja się tak nazywam! O co tu chodzi?! Boję się tu zostać, ale z drugiej strony chce wiedzieć skąd ona mnie zna, to co mnie z nią łączy i w ogóle wszystko!
Wróciłam do domu, zamknęłam się w pokoju i przez cały wieczór szukałam na internecie informacji o tym mieście. Znalazłam tylko coś o starym szpitalu koło centrum. Było napisane tylko, że zamknęli go w 1998 roku, kiedy wdarła się epidemia choroby, której nazwy nie pamiętam. 98% pacjentów umarło. Pielęgniarki i osoby pracujące w tym szpitalu opowiadały, że wieczorem widziały zmarłe osoby spacerujące po korytarzach.
Już wiem gdzie jutro pójdę. Muszę dojść, co się tu dzieje.
______________
Jak wam się opowiadanie na razie podoba? :)
W dalszych częściach Natalka wybierze się do szpitala i zobaczy tam swojego zmarłego dziadka. ^^ Postaram się kolejny rozdział dodać jutro :)
Babcia przy śniadaniu mówiła, że kiedy zeszła w nocy się napić, zobaczyła siedzącą przy stole kobietę w czarnej sukni, lecz kiedy się odwróciła, ona zniknęła. Od razu pomyślałam, że to ją widziałam wczoraj na Orliku. Ale przecież nie powiem tego, mama by mi nie uwierzyła i stwierdziła, że po prostu chcę wracać do domu.
Dziś w nocy miałam bardzo dziwny sen, że siedzę przy stole i rozmawiam z tamtą kobietą o moim dzieciństwie, ale pojawia się babcia. Kobieta powiedziała coś w stylu "pamiętaj, ty masz ten dar. Dar rozmowy ze mną i innymi duchami'. Później przeszła koło babci i weszła w ścianę.
Mam zamiar dzisiaj wrócić na tamto boisko, chce porozmawiać z tamta kobietą, dowiedzieć się o co jej chodzi i kim jest.
Chciałam się przejść i pomyśleć o wszystkim, więc poszłam przez lasek. Ona tam była, widziałam ją. Siedziała na polanie koło ogniska tyłem do mnie i śpiewała coś po Angielsku.
Przetłumaczyłam tyle ile umiałam.To było coś typu:
Kiedy gwiazdy na niebie lśnią
Moje złote serce bije
Kiedy odejdziesz ode mnie
Ja ich wszystkich zabiję.
Niech muzyka w tę noc gra
Natalia i ja zatańczą wam.
Niech złote nuty kołysze wiatr
My odejdziemy
Lecz cicho sza!
Nie wiem co było dalej, bo odwróciła się, przytknęła palca do ust tak jakby chciała powiedzieć "cicho". I odeszła.
Natalia?! Przecież ja się tak nazywam! O co tu chodzi?! Boję się tu zostać, ale z drugiej strony chce wiedzieć skąd ona mnie zna, to co mnie z nią łączy i w ogóle wszystko!
Wróciłam do domu, zamknęłam się w pokoju i przez cały wieczór szukałam na internecie informacji o tym mieście. Znalazłam tylko coś o starym szpitalu koło centrum. Było napisane tylko, że zamknęli go w 1998 roku, kiedy wdarła się epidemia choroby, której nazwy nie pamiętam. 98% pacjentów umarło. Pielęgniarki i osoby pracujące w tym szpitalu opowiadały, że wieczorem widziały zmarłe osoby spacerujące po korytarzach.
Już wiem gdzie jutro pójdę. Muszę dojść, co się tu dzieje.
______________
Jak wam się opowiadanie na razie podoba? :)
W dalszych częściach Natalka wybierze się do szpitala i zobaczy tam swojego zmarłego dziadka. ^^ Postaram się kolejny rozdział dodać jutro :)
piątek, 11 października 2013
Rozdział 1
13-07-2006 r.
Jest Lipiec, wakacje się niedawno zaczęły, a mi się już nudzi. Nie mam z kim wychodzić, sama nie wiem po co mnie tu zaciągnęli. Rosja jest bardzo dziwnym krajem, a zwłaszcza to miasto. Jest tu cicho, mieszka w nim bardzo mało osób, chociaż jest całkiem duże. Idąc ulica, mam wrażenie, że coś za mną idzie, a kiedy się odwracam nikogo niema.
Podsłuchałam wczoraj jak mama rozmawiała z babcią. Mówiły coś o duchach. Mama nie chciała uwierzyć w żadne słowo babci. Szczerze mówiąc, to sama też nie mogę w to uwierzyć.
14-07-2006 r.
Babcia mi mówiła, że nie daleko od centrum jest do koszykówki. Nudziło mi się, więc się tam wybrałam. Szłam ulicą, żadnej żywej duszy. Były otwarte 3 sklepy na krzyż. Gdzie się wszyscy do cholery podziali?!
Kiedy dotarłam na miejsce, zobaczyłam że jest otwarta bramka, wszystko było totalnie zniszczone, a w środku nikogo nie było. Gdzieś musiała być piłka, więc poszłam jej poszukać.
To było dziwne, kiedy weszłam do kanciapy, zauważyłam bardzo dużo krwi na ścianach. Znalazłam w końcu piłkę, ale był przeciąg i piłka wypadła mi z rąk i poleciała do ściany przy końcu pokoju. Drzwi się zatrzasnęły, a kiedy podniosłam głowę zobaczyłam na białej ścianie napis z krwi "I KILL YOU". Wtedy poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Chcąc, nie chcąc odwróciłam się i zobaczyłam kobietę, koło trzydziestki, w długiej, czarnej sukni . Miała jedną rękę z krwi, a w drugiej trzymała nóż.
Co w tym było najdziwniejsze? Kiedy zobaczyła moją twarz wykrzyknęła coś typu "To ty! Przez Ciebie wszyscy zginęli!", po czym zniknęła.
Wróciłam do domu jeszcze szybciej niż tam dotarłam i cały wieczór o tym myślałam, bałam się. Nie powiedziałam mamie o tym, wzięłaby mnie za idiotkę.
Jest Lipiec, wakacje się niedawno zaczęły, a mi się już nudzi. Nie mam z kim wychodzić, sama nie wiem po co mnie tu zaciągnęli. Rosja jest bardzo dziwnym krajem, a zwłaszcza to miasto. Jest tu cicho, mieszka w nim bardzo mało osób, chociaż jest całkiem duże. Idąc ulica, mam wrażenie, że coś za mną idzie, a kiedy się odwracam nikogo niema.
Podsłuchałam wczoraj jak mama rozmawiała z babcią. Mówiły coś o duchach. Mama nie chciała uwierzyć w żadne słowo babci. Szczerze mówiąc, to sama też nie mogę w to uwierzyć.
14-07-2006 r.
Babcia mi mówiła, że nie daleko od centrum jest do koszykówki. Nudziło mi się, więc się tam wybrałam. Szłam ulicą, żadnej żywej duszy. Były otwarte 3 sklepy na krzyż. Gdzie się wszyscy do cholery podziali?!
Kiedy dotarłam na miejsce, zobaczyłam że jest otwarta bramka, wszystko było totalnie zniszczone, a w środku nikogo nie było. Gdzieś musiała być piłka, więc poszłam jej poszukać.
To było dziwne, kiedy weszłam do kanciapy, zauważyłam bardzo dużo krwi na ścianach. Znalazłam w końcu piłkę, ale był przeciąg i piłka wypadła mi z rąk i poleciała do ściany przy końcu pokoju. Drzwi się zatrzasnęły, a kiedy podniosłam głowę zobaczyłam na białej ścianie napis z krwi "I KILL YOU". Wtedy poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Chcąc, nie chcąc odwróciłam się i zobaczyłam kobietę, koło trzydziestki, w długiej, czarnej sukni . Miała jedną rękę z krwi, a w drugiej trzymała nóż.
Co w tym było najdziwniejsze? Kiedy zobaczyła moją twarz wykrzyknęła coś typu "To ty! Przez Ciebie wszyscy zginęli!", po czym zniknęła.
Wróciłam do domu jeszcze szybciej niż tam dotarłam i cały wieczór o tym myślałam, bałam się. Nie powiedziałam mamie o tym, wzięłaby mnie za idiotkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)