środa, 16 października 2013

Rozdział 3

16-07-2006 r.
W nocy nie mogłam spać. Cały czas myślałam o tamtej kobiecie na polanie. Skąd ona mnie zna? Czego ona ode mnie chce? Koło 3 poszłam do kuchni się napić. Kiedy schodziłam na dół zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. Babcia z mamą już spały, więc schodziłam jak najciszej, żeby ich nie obudzić. Światła zaczęły mrugać, a radio się samo włączyło i przeskakiwało z kanału na kanał. Jakby tego było mało, jak byłam już na dole i miałam wchodzić do kuchni poczułam, że ktoś stoi za mną. Odwróciłam się, lecz nikogo nie było, ale usłyszałam małego chłopca, który mówił "Pomóż im, albo zapłacisz życiem". Nic nie rozumiem.
Rano jak wstałam umyłam się i ubrałam zaczęłam się pakować. Spakowałam kilka latarek i pamiętnik do torby, którą miałam zabrać do szpitala. Wzięłam też dyktafon i małą kamerę. Przy śniadaniu strasznie się kręciłam i jadłam jak najszybciej.
W drodze do tego szpitala, zgubiłam drogę i błądziłam przez godzinę. Na szczęście trafiłam na ścieżkę w lesie i doszłam do celu.
Z zewnątrz nie wyglądało to, aż tak źle jak myślałam. Weszłam do środka, to była jakaś ruina. Wszystko było stare i w pajęczynach, były tam sprzęty, łóżka, dokumenty- wszystko. Co ich podkusiło, żeby zostawiać to w takim miejscu?
Pierwsze co, to poszłam do recepcji. Na pewno są tam jakieś zapiski, nagrania z kamer i coś, co może mnie nakierować.
Znalazłam tam sporo kaset, schowałam je wszystkie do torby, lecz tylko kilka było w miarę dobrym stanie. Był tam też dzienniczek jednej z położnych. Przejrzałam też karty pacjentów, którzy umarli z powodu tej epidemii. Była tu też karta dziadka, ale oni mieszkali tutaj tylko 4 lata?
 Znalazłam również kartkę nijakiej Matriony Zychc, było tam jej zdjęcie. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy to nie jest ta kobieta, którą widziałam na polanie i na boisku. Wbito jej nóż w brzuch, próbowali ja uratować, lecz się nie udało.
Nie miałam więcej czasu więc poszłam obejrzeć szpital. Na 1 pietrze był OIOM. Na tym piętrze nie było tak strasznie. Było ciemno i to wszystko. Weszłam do pokoju, w którym spędzały czas pielęgniarki, był tam telewizor, stary komputer i notatnik z napisem Каролина. Nie miałam za dużo czasu wiec wzięłam to do torby i skierowałam się do wyjścia, chciałam jeszcze pójść do laboratorium zanim wyjdę, lecz poczułam czyjąś rękę na ramieniu i cała zamarłam.
Odwróciłam się, stał tam dziadek Atanazy. Z jednej strony się ucieszyłam, ponieważ widziałam go pierwszy raz od 9 miesięcy, ale z drugiej strony przeraziło mnie to, ponieważ umarł 6 miesięcy temu. Powiedział, że muszę stąd jak najszybciej uciekać, nie wracać tutaj nigdy więcej. Kazał jak najszybciej zabrać mamę i babcię z tego miasta, ponieważ "ona" chce nas skrzywdzić.
I tak po prostu zniknął.
Nie poszłam zwiedzać dalej, wybiegłam jak najszybciej stamtąd i wróciłam do domu. Od progu zaczęłam krzyczeć, że widziałam dziadka, rozmawiałam z nim i kazał nam uciekać. Babcia mi uwierzyła, bo sama ostatnimi czasy go widziała, ale mama? Powiedziała, że dramatyzuje.
-Skarbie, wiem, że to miasto jest dziwne, ale twoje kłamstwa nic nie dadzą i tak tu zostaniemy.
-Mamo! Ale ja naprawdę go widziałam! Byłam w tamtym szpitalu i mam dowody!
Babcia, kiedy usłyszała, że tam poszłam cała zbladła.
-Nie wolno Ci tam chodzić! Nie wiadomo co tam może być, to stary budynek, mogło się na Ciebie zawalić!
Mama wzięła do ręki kartę dziadka i popatrzyła na babcię z niedowierzaniem.
-Ale skąd tam jego karta? Przecież ten szpital nie funkcjonuje już 8 lat?
-No tak. Wprowadziliśmy się tutaj dopiero w 2002 r.
-Kazał nam stąd uciekać jak najszybciej- wtrąciłam się do rozmowy. Widać było, że babcia chciałaby stąd wyjechać. Ale mama? Wzruszyła ramionami i sięgnęła po herbatę. Potrzebuję większych dowodów.
Tego wieczoru siedziałam w swoim pokoju i oglądałam kasety, czytałam historie choroby i dzienniki.
Miałam małe problem z przetłumaczeniem, więc zawołałam do siebie babcie i razem to tłumaczyłyśmy. A "Каролина" to po prostu imię, Karolina.
14-03-1996 r.
Mam nocny dyżur, wczoraj bardzo dużo ludzi zmarło.
Widzę te osoby, jak chodzą po korytarzach i rozmawiają.
Czuję ich obecność, wiem że tu są. Wiem, że to już mój koniec
Więcej wpisów nie było, ten był najdziwniejszy. Czy na prawdę to ją też zabiło?
_________
Jak na razie to tyle, pracuję nad kolejnym rozdziałem :)

1 komentarz: